Wpis o Anglii nr.1 Siemka….

Wpis o Anglii nr.1
Siemka. Ostatnio zapytałem się Was, czy jesteście chętni poczytać o moim starcie w Anglii. Zainteresowanie było ogromne, więc biorę się za pisanie 🙂 dla tych którzy nie chcą tego widzieć proszę dodać na czarno tag #mireknawygnaniu
**Początek ** Do Londynu przyleciałem 12lipca o godzinie 01.30. To był mój pierwszy lot samolotem w życiu. Wrażenia? To jak jazda autobusem, tylko że w chmurach 😀 Z lotniska odebrała mnie siostra, u której wynajmuje pokój. przez pierwszy tydzień zwiedzalem okolice i ogarnąłem co gdzie jest. Mogłem zacząć pracę natychmiast, ale wolałem zrobić sobie ostatni tydzień wolnego. Pierwsze różnice jakie zauważyłem to… Powietrze… Pochodzę z Mazur, więc mam w domu czyste i przyjemne powietrze. W Londynie zaś od dłuższego czasu panują upały, na ulicach wszędzie są śmieci, pełno aut… Przez pierwsze dni oddychanie nie było przyjemnością xD Druga sprawa to hałas… Mieszkam obok największego lotniska w Europie, samoloty przelatuja nad domem co kilka minut. Przez pierwsze noce było to uciążliwe, jednak po 2 tygodniach tego nie odczuwam. Dzielnica w której mieszkam jest dosyć czarna… Tzn więcej ciapatych niż białych. Powroty do domu około 24 nie należą do przyjemnych. Byłem już zaczepiany przez czarnych, którzy nie wyglądali zbyt przyjaźnie. Jednak ogólnie ludzie są tu mili, pomagają, pytają jak się masz. Przez pierwszy tydzień wydałem około 50£, jednak w tym 20£ na robocze ubrania. Co do ubrań to ceny są różne. W niektórych sklepach można dorwać fajne koszulki w cenie 1-5£, jakoś sieciowek typu cropp czy house. Jeżeli chodzi o inne części garderoby, to można dorwać fajne ubrania za grosze. **Podstawową zasadą jest: nie przeliczaj na złotówki!! ** Człowiek musi w głowie przestawić że zarabia teraz w funtach. W niektórych przypadkach gdy człowiek przeliczy cenę na złotówki, to łapie się za głowę. Jest to jednak rzadkie. W pierwszym tygodniu również załatwiłem pierwszą ważna sprawę, czyli numer NiN. Jest to coś na zasadzie regonu, jeżeli chcesz pracować musisz go mieć. Wystarczy zadzwonić na infolinię i umówić się na wizytę. Wizyta w urzędzie to około 30min. Tutaj urzędnicy jednak to bajka… Wszyscy mili, starają się pomóc. Nawet jeżeli nie znasz angielskiego to będą starać się wytłumaczyć do upadłego, bez nerwów i złośliwości. Druga ważną sprawą jest konto w banku. Tutaj jednak zaczynają się schody. Do założenia konta potrzebny jest proof adres, czyli np list urzędowy wysłany na Twoje imię na Twój adres. Bez tego nie założysz konta, a z kolei bez tego nie dostaniesz wypłaty. Sam dopiero dziś idę założyć konto. Pierwszy list jaki dostaniesz to właśnie nr NiN w ciągu 4 tygodni od wizyty. Pierwsza wypłata jest jednak wysyłana z opóźnieniem. Np jeżeli masz tygodniowki (a jest tak w większości przypadków) to kasę dostaniesz za 2 tygodnie. Nie jest to duży problem, chyba że masz wypłatę co miesiąc, to pierwsza będzie za 2… Prace znalazłem w pobliskiej restauracji Kolejny tydzień to już polegał na praca – dom i tak w kółko. Wydałem kolejne 50£, w tym 25 na restauracje. Czyli bez piwa, restauracji itp na 2 tygodnie wystarczy 50£. Praca w restauracji, oczywiście na zmywaku 😀 nie należy do przyjemnych, w godzinach szczytu pot leje się po plecach. Jednak pracuję w polskiej ekipie gdzie atmosfera jest zajebista. Co do znalezienia pracy to jest jej pełno. W pierwszy dzień wykonałem telefon na magazyn, a pracodawca zapraszał mnie na następny dzień do pracy. Znajomość języka nie jest potrzebna do wielu zawodów, a do życia codziennego przydają się podstawy. Pracuje z kobietą lat 50, mieszka tu 4 lata i dalej zna tylko kilka słówek, a jednak żyje spokojnie. Zapomniał bym jeszcze o komunikacji miejskiej. Zrobiła na mnie miłe wrażenie. Autobusy czyste, jeżdżą co kilka minut na każdą stronę miasta. Wykupuje bilet tygodniowy na 4 strefy bez ograniczeń, koszt to 21.2£. **Podsumowanie ** Zabrałem ze sobą 800£. Wydałem 400, w tym 250£ na pokój. Czy można mniej? Jasne 🙂 widziałem pokoje za 150-200£, jedzenie jest stosunkowo tanie i można na nim sporo oszczędzać. Ja jednak postanowiłem nie żyć jak mnich, nie odmawiam sobie praktycznie niczego 😀
Pierwszym problemem to poczucie samotności… Brakuje znajomych, przyjaciół, a kontakt przez fb to nie to samo. Jednak może byłoby łatwiej gdyby nie zniszczona psychika (tu podziękowania dla byłej dziewczyny) wpis jest trochę chaotyczny za co przepraszam. Kolejne będą nabierać na jakości. Jestem trochę zmęczony (dziś mam pierwszy dzień wolnego od tygodnia) a na dodatek pisze na telefonie. Jeżeli coś sobie przypomnę dodam to w następnym wpisie. Was za to zapraszam do zadawania pytań, postaram się odpisać na każde. Jednak pierw moje pytanie. **Czy chcecie abym co miesiąc dodawał post o finansach? Ile wydałem, na co i ile zaoszczedzilem? ** dla zainteresowanych zakładam tag #mireknawygnaniu
#pracbaza #emigracja #anglia #uk #finanse
Wołam plusujacych poprzedni wpis